Na początku czerwca, dzięki liniom lotniczym Finnair spędziłem kilka dni w Szanghaju. Nie chciałem tam jechać, nie chciałem jechać do Chin. Cóż, przymuszony okolicznościami z trójąta Pekin, Xi’an, Szanghaj wybrałem to ostatnie, i zostałem zaskoczony pozytwynie. Poniżej garść informacji dla podróżujących.

Wpadam na krótko, tyle dzieje się dookoła, nowe obowiązki, nowe wyzwania. Wklejam szybko przepis na niewidziane dawno w moim menu krewetki i uciekam do liczb i exceli.

Hummus to jest to! Pochodząca z Libanu popularna potrawa, jest coraz bardziej popularna w Polsce. Doskonale nadaje się jako smarowidło do pieczywa lub dip. Co ważne, jego przygotowanie jest proste jak nóż szefa kuchni. Zatem, do dzieła!

10. edycja konkursu Blog Roku już za nami. Była to najlepsza edycja ze wszystkich. Była radość i wzruszenie nagrodzonych, łzy przegranych i fantastyczna atmosfera na widowni. Jarek Kuźniar cudownie przeprowadził nas przez wieczór pełen niespodzianek.

Już za moment będę kosztował argentyńskie asado (grilowane mięso), tymczasem wrzucam na bloga garść jeszcze świeżych kulinarnych wspomnień z Malezji.

Wczoraj wróciłem z krótkiego i intensywnego wypadu do Dubaju i Kuala Lumpur. Och, jedzenie tamże (KL), mają wyborne. Perfekcyjna mieszanka kuchni malajskiej, chińskiej, wietnamskiej i hinduskiej – noodles, makarony, ryż i chilli. Można cały dzień nie wychodzić w garkuchni.

Jestem w przeciągu wyjazdów. Zdążyłem już zapomnieć o kulinarnych bachanaliach z ostatniego tygodnia (cztery dni nieustannej jazdy po cypryjskich tawernach – szczegóły wkrótce na Onecie) i jeszcze bez gorączki podróżnej przed powrotem do stolicy klubów fado i nieustającej saudade. Mam chwilę czasu, aby wrócić do rejonów w kuchni mi najbliższych. Z lekka przymuszony do przygotowania „czegokolwiek” na niedzielny obiad, sięgnąłem po tajskie receptury.