Co za herezja! Siedzimy pod deszczem przeplatanym słońcem Toskanii i zamiast ugniatać w rękach gnocchi, gotować penne czy choćby pojechać do Volterry na niezłą marinarę, na pożegnanie włoskich wakacji gotujemy coś z kulinarnych antypodów. Cóż, tak wyszło.

Zdarzyło się tak, że ostatni weekend spędziłem w Hanoi. Krótki citybreak – 4 dni na miejscu – i powrót do domu. Poniżej esencja, luźne uwagi z pobytu. Dłuższa relacja w najbliższym czasie na Onecie.