„Nienawidzę Żydów i Izraela. Nienawidzę Stanów. Wiesz co znaczy skrót USA? Wytłumaczę Ci: United SHIT of America (Zjednoczone G…NO Ameryki)!” – krzyczy mi do ucha Mehmet, kiedy próbuję przedstawić swoje racje.

Kolor jego twarzy coraz bardziej przypomina intensywnie czerwony, dojrzały owoc granatu. Żyły na jego czole robią się coraz większe, na czole pojawia się pot, a jego słaby angielski robi się jeszcze mniej zrozumiały. – Skąd jesteś? Z Polski? To dobrze, mam żonę Litwinkę. Lubię Polaków choć teraz traktujecie nas jak kogoś gorszego, za komuny było inaczej, byliśmy równi sobie, po tej samej stronie – sprzedawca uspokaja się dopiero na informację o kraju mojego pochodzenia. Z twarzy przypominający detektywa Monka, tak jak serialowy bohater ma fobie, które w naszej dyskusji ujawniły się w całej okazałości.

Rozmawiamy już dobre dwa kwadranse w jego sklepie przy Çakmakçilar – stromej, niewielkiej ulicy w starej dzielnicy Sultanahmet, położonej pomiędzy Bazarem Korzennym i Wielkim Bazarem. Zadziwiający jest dysonans pomiędzy jego wściekłym antyamerykańskim spiczem, a tym z jaką estymą obdarza każdego z klientów odwiedzającego jego sklep. Głosem delikatnym jak jedwab  z którego utkane są chusty, które sprzedaje, doradza klientkom wybór najmodniejszych modeli na każdą okazję, a niezakupione sztuki składa w perfekcyjną, równą kostkę, o której kant można by się skaleczyć, gdyby nie foliowa torebka, w którą je pakuje. Mój interlokutor, nie zważając na różnice w poglądach, język pieniądza uważa za najważniejszy. Odbiera kilka banknotów w zamian za trzy zakupione przeze mnie chusty.

**

Zwiedzając Stambuł można przyjąć plan must see, zaliczając wg mapy przewodnikowe Top 10 lub też spacerować bez celu, niespiesznie, odkrywając własne miejsca i niejako przy okazji zwiedzać atrakcje miasta, a każde wykroczenie poza marginesy planu podróży przyjmować z radością znajdując tym samym własny „sposób” na Stambuł. Wracając tu drugi, trzeci raz chodzi się już własnymi ścieżkami i można poczuć się niemalże jak rezydent, tym bardziej, że miasto mimo swej wielkości jest bardzo przyjazne.

31579c60bded430c2478730ce26f7aaf.jpg
Stambuł – okolice Bazaru Egipskiego

Dla turystów zorientowanych na krótki city break najlepszym miejscem do noclegu będą okolice Beyoglu, Galaty i Sultanahmet (Stare Miasto). Szczególnie w tym ostatnim jest dość duży wybór tanich, budżetowych hoteli. Warty polecenia jest Maywood Hotel (Nobethane Cad. No:25, bardzo dobre, obfite śniadania ) położony bardzo blisko kilku ważnych punktów (park Gulhane, pałac Topkapi czy Bazar Korzenny). W Beyoglu i Galacie standard noclegów jest wyższy jednak problemem w sezonie może być hałas dobiegający z ulicy. Po tej stronie miasta warto zatrzymać się w Galata La Bella (Arapcamii Mahallesi Erguvan Sokak No :1) – 5 minut spaceru i 300 metrów naprawdę ostrego marszu w górę od Istiklal Caddesi. Pokoje w hotelach w starych kamienicach są bardzo ciasne, szczególnie te w Sultanahmet – przyjmij to za oczywistość ale atmosfera nad Bosforem nie sprzyja do długiego w nich przesiadywania.

Tym razem zatrzymujemy się w Art City Hotel (Katip Sinan Cami Sk. No:30), kilkaset metrów od Błękitnego Meczetu choć to już właściwie peryferia turystycznych map i GPS-ów ściskanych w rękach przez niemieckich turystów. Zapuszczają się tu tylko miejscowi. Ulice są tu poplątane, jak kable słuchawek mojej eMPe czwórki tak, że nawet w dzień mamy problem aby znaleźć nasz hotel. Nieosiągalnym ideałem jest określenie tu właściwego azymutu przemieszczania się.

Jest pierwotnie, dziko i trochę niepokojąco. Istnienie w pobliżu gwarnego i modnego Beyoglu wydaje się być majakami pijanego. Z najwyższego piętra hotelu widać morze Marmara z setką statków na redzie. Wieczorem jak wściekłe ważki na niebie, widać dziesiątki samolotów na ścieżce podejścia stambulskiego lotniska, lądują co minutę, półtorej zwożąc do miasta wąsatych pasażerów z Prisztiny, Medyny czy Teheranu. Wszędzie dookoła stare, niszczejące kamienice.

Gdzieś w dole w piłkę grają jedenasto, dwunastoletni chłopcy marzący o karierze w którymś z miejscowych klubów – Fenerbahçe, Galatasaray albo Beşiktaş. Do późnej nocy odbijają piłkę od ścian starych budynków. W tym małym mikrokosmosie czuć melancholię za dawnymi, świetnymi czasami bez nadziei na lepsze jutro. Przed ścigającą nas nostalgią uciekamy podmiejską kolejką trzy czy cztery przystanki od centrum. Powolny spacer bulwarami nad morzem Marmara (wzdłuż Kennedy Caddesi) pozwala na kompletne nic nierobienie. Zachowujemy się jak miejscowe leniwe koty, dla których jakikolwiek ruch jest ostatecznością.

**

Most Galata to najważniejsza tętnica miasta, przez którą tłoczy się nieustanny ruch pomiędzy Sultanahmet a Beyoglu. Chodzimy w te i wewte, z góry na dół, błądząc bez planu i przewodnika po mieście. Docieramy w końcu do Istiklal Caddesi. Pretensjonalnie pisząc – to salon Stambułu – główny deptak miasta, melanż starej architektury, ekskluzywnych sklepów, budek z podrzędnym jedzeniem i całkiem przyjemnych barów okupowanych przez miejscowych. Czuć tu także potężną energię bijącą od ludzi i państwa, które jeszcze niedawno było lekceważone przez „starą” Europę, przejawiające się w długim przebywaniu Turcji w „poczekalni” do Unii Europejskiej. Turcy są dumni i  dadzą sobie radę bez Brukseli. To kraj wielkich aspiracji, a Stambuł ukazuje je dobitnie. Spacer po Istiklal jest także doznaniem estetycznym, to miasto zjawiskowo pięknych ludzi. Drogie Panie, jeśli przyjedziecie tu ze swoją gorszą połową, nie dajcie sobie wmówić, że nagły ból karku to efekt silnego i zimnego wiatru znad Bosforu tylko raczej ciągłego oglądania się za Turczynkami. Wy zaś skupicie na sobie uwagę miejscowych, śniado opalonych przystojniaków. Choć w ich spojrzeniach dla podróżujących kobiet nie ma absolutnie nic groźnego pierwsze wrażenie może być niepokojące.

Spacerujemy wzdłuż kręgosłupa europejskiej części miasta – pomiędzy placem Taksim a mostem Galata, zbaczając czasem z obranego kierunku. Wracamy w te same miejsca, odnajdując tych samych zmęczonych nic nierobieniem kelnerów, odgrywających dzień w dzień swoją rolę, powtarzających te same gesty. Dzień w dzień. Rok po roku. Ta przewidywalność daje poczucie bezpieczeństwa, gwarantuje, że nic tu się nigdy nie zmieni. Uprzejmość podszyta chciwością. Wyciągają dłonie po nasze pochowane po kieszeniach liry. W tym teatrze nikt nie sili się na udawanie, gra miejscami trąci fałszem ale zgadzamy się na nią, wracając w te same miejsca i czerpiąc z tego perwersyjną przyjemność.

b5618997b23d16907e92e666d99e2c9c
Stambuł – most Galata, kawiarnia Galataturka

Siedzimy w Lambo (cóż za pretensjonalna nazwa) przy Nevizade – ulicy tak wąskiej, że otwarte w czasie deszczu markizy tworzą dach zakrywający całą ulice. Na karłowatych, niewygodnych taboretach, sączymy drogiego (10 lt, 20 zł) efesa – miejscowe piwo, jedyne dostępne w szerokiej dystrybucji. To kolejny przykład, że monopole są złe.  Picie alkoholu w kraju bez tradycji piwowarskich to udręka. Na tej ulicy poza restauracjami i barami nie ma nic innego. Turystów prawie wcale nie widać, spotykamy tylko miejscowych rezydentów okupujących swoje wysiedziane taborety przy barze lub obite skajem jak w starych pekaesach ławy pod ścianami. Büyük Bayram,  Nevizade, Sofyali – nagięty trójkąt bermudzki gdzie można przepaść na długie godziny dnia i nocy, zmieniając bary, barmanów i sąsiadów przy stole. Warto zajrzeć do Küçük Otto – w pobliżu stacji Tunel (şehbender sk. no: 5/1). To hipsterski bar z dobrym jedzeniem i świetnym wystrojem, który w weekendowe noce zmienia się w energetyczny dancefloor. Warto zaopatrzyć się w miejscowe wydanie „Times Out” – zawsze aktualne, podpowie gdzie wydać ostatnie liry. Po intensywnym zwiedzaniu barów na zapleczu Istiklal Caddesi, poranek najlepiej powitać w Ortaköy, willowej dzielnicy położonej tuż nad Bosforem, na wschód od Centrum miasta. Zimny wiatr od zatoki studzi rozgrzane głowy, a smaczne śniadanie ze świeżych ryb i grillowanych warzyw pozwala przywrócić równowagę ciału i głowie.

Nie ma jednego Stambułu. Każdy ma swój Stambuł, jak patchwork, pozszywany z kilkudziesięciu miejsc, wrażeń i spotkań…

Posted by:Facet z przepisem

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s