Na blogu jest około 140 przepisów. Danie, które dziś prezentuję – to jedno z dwóch najsmaczniejszych dla mnie. Drugie, to – co za zaskoczenie – także zupa z Tajlandii, Tom Jued.

To chyba najpopularniejsza tajska zupa, która w składnikach nie ma mleka kokosowego. Tom Yum oryginalnie podaje się z mięsem lub krewetkami. W moim przepisie zrezygnowałem z mięsa, ale można go dodać.

Bazą tej zupy jest mieszanka imbiru, trawy cytrynowej, liści limonki kaffir, chili oraz sosu rybnego – z gotowania których powstaje pyszny bulion, reszta zależy od Waszej fantazji.

Kolejna prosta wariacja na temat azjatyckiego jedzenia, tym razem za smak tego dania odpowiada przede wszystkim świeżo wyciśnięty sok z pomarańczy.

Smaczna i delikatna. Jeśli nie lubicie ostrości papryczki chili, tak często występującej w tajskiej kuchni, ten przepis jest dla Was.

Przepis jest prosty, a efekt rewelacyjny, to jedno z moich ulubionych dań z Tajlandii.

Ostre i fantastycznie rozgrzewające danie. Wg uznania można użyć dowolnego mięsa (ja wykorzystałem wołowinę).

Tom Yum Gai – bardzo popularne danie w Tajlandii. Proste, łatwe i smaczne. Jak to bywa w kuchni tajskiej, wskazane proporcje przypraw, są jedynie orientacyjne, możecie eksperymentować z ich ilością. Bez zbędnych słów, przechodzimy do przepisu.

Pad Thai – makaron z krewetkami, pastą z tamaryndowca i sosem rybnym. Jedno z najsłynniejszych dań kuchni tajskiej. Znaleźć je można w każdej, najbardziej podrzędnej tajskiej restauracji w Polsce. Nieszczęśliwie, podczas wizyty w Tajlandii nie miałem okazji skosztować tego dania. Pechowo, dopadłem pad thai dopiero w naszej Ojczyźnie i były to spotkania bolesne. Gdzie nie trafiałem – tragedia, gdzie nie jadałem – było gorzej i gorzej, porażka goniła porażkę. Lokalni mistrzowie woka i patelni skutecznie odstraszyli mnie od tego dania na wiele tygodni. Prawdziwe nieszczęście, problemy 1. Świata.

Kuchnia tajska jest najlepsza i basta! Twierdzenie autorytarne, ale oczywiste jak fakt, że cytryna nigdy nie będzie sama z siebie słodka. Po Tajlandii podróżowaliśmy podczas gorącego lata 2011 roku. Odwiedziliśmy wyspę Koh Samui oraz „tajlandzki Sopot” – kurort Hua-Hin, położony dobre 200 kilometrów na południe od Bangkoku (7 godzin pociągiem paskudnej klasy lub ledwie 2,5 godziny busikiem). Oba miejsca interesujące, oba szczerze polecam.

Pierwszy weekend września w Krakowie; błękitne niebo zmieniło kolor na szaro-siny. Właśnie tak będą wyglądać następne miesiące. Czas porzucić chłodniki i letnie sałatki na rzecz ciężkich eintopów i rozgrzewających zup. Na Starym Kleparzu dziś kolejna edycja Art&Food Festiwalu. Piękna inicjatywa, choć ze względu na pogodę zwiedzający zostali w domu. Dziś można było spróbować m.in. zupy pho, pysznych ciast z KARMY, czy owoców morza od Tomka Kałamuckiego, do którego stały najdłuższe kolejki.

Wpadam na krótko, tyle dzieje się dookoła, nowe obowiązki, nowe wyzwania. Wklejam szybko przepis na niewidziane dawno w moim menu krewetki i uciekam do liczb i exceli.

Już za moment będę kosztował argentyńskie asado (grilowane mięso), tymczasem wrzucam na bloga garść jeszcze świeżych kulinarnych wspomnień z Malezji.

Wczoraj wróciłem z krótkiego i intensywnego wypadu do Dubaju i Kuala Lumpur. Och, jedzenie tamże (KL), mają wyborne. Perfekcyjna mieszanka kuchni malajskiej, chińskiej, wietnamskiej i hinduskiej – noodles, makarony, ryż i chilli. Można cały dzień nie wychodzić w garkuchni.