Rzym na weekend

Miasto drobnych cwaniaczków, kieszonkowców i aroganckich kelnerów. Nieustannie zatłoczone i głośne, gdzie nawet „tanie” wino potrafi być drogie. To zdanie jest tak samo prawdziwe, jak to, że fiat 500 jest małym i ciasnym samochodem. Jednocześnie o „pięćsetce” można powiedzieć, że jest piękna, co jest prawdą niepodważalną, jak dogmat o nieomylności kolejnych rezydentów Watykanu. Tak samo można opisać Wieczne Miasto. Rzym potrafi zaskakiwać, pozytywnie!
Pierwsza wizyta w Rzymie będzie z pewnością niezapomniana. Co zrobić, aby te wspomnienia były przyjemne, jak widok kąpiącej się w fontannie di Trevi, Anity Ekberg w „La Dolce Vita” Felliniego? Poniżej kilka praktycznych rad, które pozwolą uniknąć losu nieszczęśnika porwanego przez zombie z powyższego zdjęcia.

Po pierwsze: przyjedź tu poza sezonem

Wysoki sezon w Rzymie to niezmierzone legiony turystów, przemierzające miasto pod dyktando przewodników Lonely Planet. Od jednej atrakcji do drugiej, karnie udeptujące bruk rzymskich ulic. Tłok i ścisk nie do zniesienia, odbierający przyjemność obcowania z uroczym i przyjaznym miejscem.

IMG_1081.jpg
Watykan. Pusto jak w… listopadzie

Wysoki sezon to także wysokie ceny w restauracjach i wysokie temperatury. Obie rzeczy nieznośne, na każdym kroku uprzykrzające życie prostolinijnego turysty. Tak, wysoki sezon zdecydowanie jest zły.

Jaki jest najlepszy czas na wizytę w stolicy Włoch? Dobrze przyjechać tu wczesną wiosną (marzec-kwiecień) lub późną jesienią (październik-listopad). Tłok na ulicach jest wtedy mniejszy, ceny bardziej akceptowalne, a serwis we wszelkiego rodzaju jadłodajniach jakby bardziej uprzejmy.

Po drugie: odwiedzaj atrakcje z umiarem

Rzym jest pełen atrakcji turystycznych, w czasie weekendowego wypadu, nie sposób obejrzeć ich wszystkich. Lepiej z listy „must be” wybrać kilka najbardziej nas interesujących, niż tracić czas na pośpieszne odwiedzanie wszystkich miejsc, wspomnianych w przewodniku. Jeśli Ci się tu spodoba, z pewnością tu wrócisz, aby poznać miasto dokładniej.

IMG_1158.jpg
Piazza Navona

Wybierz nocleg w centrum miasta (np. w okolicach placu Campo di Fiori), wówczas większość atrakcji jest w zasięgu powolnego spaceru, nietrwającego dłużej niż trzydzieści minut. Koloseum (liczący 2 tysiące lat Amfiteatr Flawiuszów), Państwo Watykańskie, Piazza Campidoglio (zaprojektowany w 1550 roku przez Michała Anioła), historyczne place (Navona, Campo di Fiori, Farnese), Piazza del Popolo, Panteon i Fontanna di Trevi. Mieszkanie w centrum pozwoli zaoszczędzić na czas i pieniądze na dojazdy do centrum, a miasto poznasz z najlepszej perspektywy, własnych nóg.

IMG_1132.jpg
Basilica Papale di Santa Maria Maggiore

Po trzecie: zejdź z trasy, czyli Rzym Alternatywny

Zatybrze (Trastevere), czyli dzielnica położone „za Tybrem”. Mimo że coraz chętniej odwiedzana przez turystów, wciąż stoi w opozycji do prawej strony miasta, z jego wszystkimi atrakcjami. Jest, zachowując proporcje, jak Krakowski Kazimierz do Rynku Starego Miasta w Krakowie. Dostać się tu najlepiej przez przepiękny Ponte Sisto.

IMG_1052.jpg
Zatybrze (Trastevere) – trochę inne Wieczne Miasto

Kiedyś była to dzielnica biedoty, marynarzy i przestępców, dziś kusi artystycznym klimatem wąskich uliczek, bezpretensjonalnymi knajpkami i restauracjami. W niedzielny ranek jest tu pusto jak w styczniu na plaży Rimini.

Warto dać się zgubić rano w labiryncie uliczek, koniecznie zjeść pizzę na wagę (al taglio) w La Renella przy Via dei Moro na drugie śniadanie i skosztować mięs w trattorii Da Augusto (Piazza de’ Renzi, 15), a następnie odwiedzić Piazza di S. Maria in Trastevere – miejsce, które jest sercem dzielnicy. Przy placu znajduje się jeden z najstarszych kościołów w Rzymie – Basilica di Santa Maria in Trastevere oraz kościół San Pietro di Montorio.

IMG_1040.jpg
Zatybrze (Trastevere) – trochę inne Wieczne Miasto

Aby zachować równowagę pomiędzy tym, co dobre dla ciała i ducha, przekraczając główną ulicę Zatybrza (Viale di Trastevere), trafimy na największy rzymski targ Porta Portese. To ciągnący się przez cała via Portuense targ ze wszystkimi niepotrzebnymi rupieciami i tanią odzieżą – tu zakrzywia się czasoprzestrzeń – czas mija, a pieniądze uciekają – niewiadomo, kiedy i jak.
Zmęczony zakupami przyjmuję pozycję obserwatora w kawiarni Nievo 51 (tamże). Włoskie śniadanie okazuje się tu być mocno kaloryczne. A żeby poczuć klimat Zatybrza najpełniej, koniecznie trzeba przyjść tu wieczorem i usiąść w jednej z wielu kawiarni i pochylić się nad dzbankiem po brzegi wypełnionym lekkim vino della casa.

Po czwarte: jedz i pij tanio

Kulinaria w stolicy to temat na kilka rozdziałów, ograniczeni budżetem poruszamy się w klimatach low-costowych, ma być „po taniości”, choć tanio, nie znaczy wcale, że będzie niesmacznie. Kilka monet o niskim nominale pozwoli zaspokoić głód na długie godziny.
Będąc we Włoszech, jadamy lokalnie, jeśli pizza, to tylko ta sprzedawana „z metra” (al taglio). Tańsza od klasycznej pizzy podawanej na talerzu w trattorii, tu w zaledwie kilku wersjach (z cukinią, serami, bakłażanem lub cebulą). Zasada „less is more” (mniej znaczy więcej) sprawdza się także w tutejszej gastronomi – najlepsze są placki z najmniejsza ilością dodatków, szczególnie margherita lub marinara (ser, pomidory, czosnek, bazylia). Kaloryczny kawałek będzie kosztował nie więcej niż 2-3 euro.

IMG_1182.jpg
Ręcznie robiony makaron w „Pasta Imperiale”

Tradycyjnie, należy wybierać lokalne obskurne, straszące wyglądem i podłogą zalaną tłuszczem, za to z tłumem miejscowych, spożywających w pośpiechu swoje pranzo (obiad). W okolicy piazza Campo di Fiori jest, co najmniej kilka miejsc, które serwują dobrą i tanią pizzę al tagilo: Forno na samym placu, lokal bez nazwy na rogu via del Biscione i Piazza Pollarola, leżący po sąsiedzku PizzamoR czy La Boccaccia na vie di Biscione.
Na Zatybrzu warto udać się do La Renella Panificio przy Via del Moro. W niedzielne przedpołudnie tłoczno tu jak na krakowskim placu Nowym, gdzie przekupki zachwalają swoje tekstylia, a powietrze pachnie świeżym, ledwie wyjętym z pieca pieczywem.

Dla przełamania monotonii cienkiego placka z przeróżnymi dodatkami, warto zajrzeć do mikroskopijnego lokalu Pasta Imperiale przy via Coronari, w pobliżu Piazza Navona. Choć okolica to zagłębie taniego i tandetnego jedzenia, tu fast food znaczy COŚ. Podają tu pyszne, robione na miejscu makarony z wraz z domowymi sosami. Siedzi się tu na za wysokich, nie wygodnych stołkach, między ladą a kuchnią, kucharz sypie mąką w twarz czy w talerz – bez znaczenia. Najedzeni, sięgając kulinarnego absolutu, wychodzimy w ciepła noc, strzepując z odzieży resztki białego proszku.

IMG_1178.jpg
Pasta Imperiale przy via Coronari

Mięsożercy niech skierują swe kroki do leżącej na Trastevere restauracji Da Augusto (Piazza de Renzi) – obskurne wnętrze odrzuca, stolik będziecie zapewne dzielić z nieznajomymi, a szorstka kelnerka rachunek wypisze Wam na obrusie, ale warto, po stokroć warto stracić tam 20 czy 40 euro.

Po piąte: rezerwuj bilet na kolejną podróż

Bo wrócisz tu szybciej, niż myślisz!

Informacje praktyczne:

Jak dojechać? Najlepszy wybór to podróż lotnicza, jest najszybsza i najmniej męcząca. Bezpośrednio do Rzymu latają linie LOT, Alitalia oraz linie nisko-budżetowe: Ryanair czy Wizzair.
Rzym posiada dwa lotniska: Fiumicino (FCO) oraz Ciampino (CIA).

Sprawdź, na jakie lotnisko przylatujesz. Jak dojechać z lotniska do miasta? Tu znajdziesz praktyczny poradnik.

Gdzie spać? Miasto oferuje bardzo wiele miejsc noclegowych, dobrą i tanią alternatywą – szczególnie, jesli podróżuje się w grupie czterech lub więcej osób, jest wynajęcie apartamentu w centrum miasta (casamundo.pl). Tygodniowy koszt pobytu dla jednej osoby wynosi kilkaset złotych. Atrakcyjna cena w porównaniu np. z cenami hoteli w centrum.