Smaczna i delikatna. Jeśli nie lubicie ostrości papryczki chili, tak często występującej w tajskiej kuchni, ten przepis jest dla Was.
Przepis jest prosty, a efekt rewelacyjny, to jedno z moich ulubionych dań z Tajlandii.
Smaczna i delikatna. Jeśli nie lubicie ostrości papryczki chili, tak często występującej w tajskiej kuchni, ten przepis jest dla Was.
Przepis jest prosty, a efekt rewelacyjny, to jedno z moich ulubionych dań z Tajlandii.
Dzięki składnikom pasty khao soi, zupa jest i pikantna i jednocześnie orzeźwiająca.
Dziś wariacja na temat jednej z najpopularniejszych potraw z Syczuanu.
Ten przepis wpadł mi w ręce przez przypadek i okazał się miłym zaskoczeniem. Jak z nudnej pieczarki wyczarować coś naprawdę smacznego? Tom Yum Gai jest bardzo orientalna i ostra, dzisiejszy przepis jest bardziej klasyczny, choć nie unika skojarzeń z Azją.
Oto przepis na smaczną zupę pieczarkową, inną niż wszystkie. Smakujcie! :)
Ta zupa rozgrzewa jak piec hutniczy i o to chodzi, podobny przepis podawałem niedawno, warto spróbować oba :)
Bataty pojawiały sie kilka razy na moim blogu, głównie w wersji pieczonej (z fetą lub z boczkiem). Dziś czas na zupę – krem z batatów.
Dziś coś w sam raz na zimniejsze dni, uwaga – ostre!
Miso przyszło dziś na ratunek. Dziś w kuchni miało być intensywnie i po wietnamsku, miało być Bun Bo Xao, czyli coś w rodzaju sałaty z wołowiną i trawą cytrynową. Niestety leń okazał się mocniejszy, więc sięgam po jeden ze sprawdzonych przepisów – zupę miso – tym razem w wersji bardzo dowolnej. Wrzucam co mam pod ręką i gotowe. Przepis potraktujcie proszę jako inspirację, zbrodnią jest aptekarskie odmierzanie składników.
Jak ten czas szybko leci, minęło już pół roku, gdy ostatni raz jadłem gęstą zupę z kimchi, to stanowczo za rzadko. Mimo egzotycznego pochodzenia przepisu – w skrócie, można powiedzieć, że zupa smakiem bardzo przypomina kapuśniak. Można więc potraktować poniższy przepis jak wariację na temat kapuśniaku właśnie.
Tom Yum Gai – bardzo popularne danie w Tajlandii. Proste, łatwe i smaczne. Jak to bywa w kuchni tajskiej, wskazane proporcje przypraw, są jedynie orientacyjne, możecie eksperymentować z ich ilością. Bez zbędnych słów, przechodzimy do przepisu.
Zupa miso – jedno z klasycznych dań kuchni japońskiej. Jest smaczne i łatwe do zrobienia. Przepis na miso podawałem już wcześniej, dziś lekka wariacja na temat, bo sposobów na przygotowanie miso jest tyle, co mieszkańców Tokio. Ważna jest baza, a wkład zależy od Waszej fantazji.
Doenjang jjigae – prosta, pożywna zupa, którą jadają koreańscy pracownicy czeboli, aby mieć siłę na kolejny dzień wyścigów szczurów. Bazą zupy jest pasta doenjang ze sfermentowanej soi – koreański odpowiednik pasty miso.
Jeśli miałbym wybrać jedno, jedyne danie – najlepsze – z kuchni wietnamskiej, które mógłbym jeść pasjami, które jest synonimem smaków i zapachów znad zatoki Ha Long, byłby to zwykły, pośledni rosół, wietnamski bulion – zupa pho. Pho jest esencją tamtejszej kuchni, jada się je chętnie przy każdej okazji, jest pozycją obowiązkową – niczym nasz najlepszy niedzielny rosół, spożywany u teściowej.
Wciąż mentalnie siedzimy w kuchni azjatyckiej. I nie zmieniła tego zeszłotygodniowa – udana – wizyta w Rzymie. Wieczne miasto zaskakiwało nas pozytywnie na każdym kroku, mimo falstartu w postaci strajku Lufthansy i krakowskich mgieł. Tam objadaliśmy się pyszną pizzą na wynos pijąc tanie wino. W Krakowie gotujemy noodles i azjatyckie rosoły. Dziś przepis na japońską zupę miso (miso-shiru).
Ach, zgubić się jeszcze raz w zaułkach koreańskiej stolicy. Znaleźć ponownie kulinarny kamień filozoficzny w ciemnych uliczkach Gawnsu-Dong. Selu odwiedziłem dwa lata temu i nieustannie od tego czasu, mój radar nastawiony jest na tamten kierunek. Porzućcie marzenia o Bangkoku, o topowych turystycznych destynacjach, Seul to jest miasto z marzeń.