Szparagi are back! Radość wielka, od ostatniego wpisu na blogu ze szparagami w roli głównej minęło ponad 10 miesięcy. Szparagi na talerzu to radość wielka i znak, że rozpoczyna się najpiękniejszy czas. Trzy tygodnie na przełomie kwietnia i maja to zieleń, radość i nadzieja na nowe.

Jestem w przeciagu, dziś krótki i sprawdzony przepis. Co prawda papryka nie jest jeszcze najtańsza, ale można trafić w sklpeach na promocje w cenie 7-8 zł za kilogram. Wówczas warto przygotować evergreen – danie klasyczne, proste – czerwoną paprykę faszerowaną warzywami.

Bataty ostatnio zdominowały nasze menu, są wszędzie, w każdy weekend, tak natarczywe jak kamień w bucie. Pora od nich odpocząć, ale nim to nastąpi jeden z ostatnich przepisów – bataty z fetą i natką pietruszki. Danie pyszne i proste w obsłudze jak instrukcja z IKEI.

Bruschetta, guacamole i tapenada  – wielka, choć skromna Trójka. Ratuje (szczególnie bruschetta) z każdej opresji – bo pomidory i CZOSNEK każdy w domu ma zawsze :). Niepozorne smarowidła do chleba, robią wrażenie prostotą składników i tym jak smakują. Porzućcie masła, margaryny, wędliny i sery! Jakiekolwiek pieczywo macie pod ręką, smarujcie je na wiosnę pastą z pomidorów, czarnych oliwek i awokado.

Topinambur – brzmi jak nazwa egzotycznego, parzystokopytnego zwierzaka. Tymczasem topinambur (inaczej słonecznik bulwiasty) to roślina jadalna, pastewna i ozdobna.

Ziemniaki jadam rzadko, w zasadzie wyparłem je ze świadomości. Batat to ziemniak inaczej. Słodkawy w smaku i przyjemnie pomarańczowy obiecuje wiele. Co z tych obietnic będę pamiętał za miesiąc, rok? Pomarańczowe jak dynia warzywo próbowałem już wcześniej, lecz dopiero ostatnio batat w większej ilości pojawił się w mojej kuchni.

Kompletna niedziela w Krakowie, pierwsza taka od dobrych dwóch kwartałów. To idzie wiosna! Słońce momentami grzało dziś nieznośnie, zmuszając spacerujących do szukania zacienionych miejsc. Niedziela kompletna. Przed południem wizyta na Placu Nowym, na cotygodniowym tzw. „Żydzie”, czyli targu z tekstyliami głównie. Po południu kawa, czekolada i inne % w jednym z barów na Kazimierzu (dziś były Kolory, gdzie dekadę temu byłem rezydentem niemalże, dziś nawet foursquare nie był w stanie podpowiedzieć, kiedy ostatni raz odwiedziłem ten przybytek). Niemniej, nieustająco zachęcam – warto tu wpaść.

Jako człek wybitnie zajęty, zamiast szukać czasu wolnego, dokładam sobie pracy. Nie brzmi to dobrze. Niedziela, popołudnie, cóż można zrobić? Z pewnością nie odpocząć. Odsyłam się do garów, do kuchni. Dziś przepis na tartę z gruszką i serem brie. Wyjątkowość tego przepisu w moim przypadku stanowi fakt, że nie korzystam tym razem z gotowego ciasta (np. francuskiego), tylko samodzielnie zgrabnymi paluchami ugniatamy bazę do obiadu.

„Nie mam czasu na seks” śpiewa córka aktora Peszka. Nie mam czasu na stanie przy garach i wrzucanie świeżych, kalorycznych notek na bloga. Dziś więc przepis na przystawkę, która „robi się sama”. Marchewka i pietruszka – występują w przyrodzie częściej niż smog w Krakowie, czy można z tych plebejskich warzyw zrobić coś zaskakującego?

Ciasto filo (fillo) – rzecz nie dla filozofów. Jak to zwykle ostatnio bywa pomysł na obiad zrodził się spontanicznie. Ciasto filo od weekendu chłodziło się w lodówce, świeży szpinak czekał na dębnickim straganie. Od pomysłu do przemysłu minął moment na tyle długi, że zdążyłem w międzyczasie upiec jeszcze chlebki pita. Ale do rzeczy, ciasto filo, czyli pochodzące z Grecji, trochę przypominające ciasto francuskie, lecz mniej kruche. Nadaje się doskonale do wszelkich przystawek, np. ze szpinakiem czy wędzonym łososiem. Z pewnością wkrótce wykorzystam je także przy przygotowaniu sajgonek.

„Dwa machnięcia kocim ogonem” jak mawiała Mia Wallace. Tyle zajmie Wam przygotowanie tej pysznej i pięknie wyglądającej przystawki. Czasu wolnego potrzebuje jak zamrażarka lodu, dysk zapełniony zdjęciami bez obróbki, lodówka załadowana przeterminowanymi półproduktami. Jeśli ktoś zna handlarza czasu, proszę o namiar. Tymczasem szkoda czasu na pisanie opasłych akapitów, zobaczmy co dziś w kuchni.

Najprostsze rzeczy są najlepsze, najlepsze przepisy wychodzą spontanicznie, bez wielogodzinnych przygotowań, celebrowania przepisów i chwili. Oto przepis na tajską sałatkę z mango, marchewką i kolendrą.

Jesień nieśmiało spogląda z szafy, na blogu żadnych nowych przepisów. Po wrześniowej wizycie w Katalonii (region Penedes), powinienem zarzuć Was przepisami na tapas czy paelle. Nic z tego, choć jedzenie było przewidywalnie pyszne, było tylko dodatkiem to wypitych dziesiątek butelek wina.

W lidlu, w którym ostatnio odkryłem chrzczony sos sojowy (Sos sojowy w Lidlu, zawiera… 5,2% sosu sojowego), pojawiły się ostatnio figi. Figi w kulinariach jak i te tekstylne są bardzo ok, ale aby za bardzo nie rozwadniać tego bloga, skupimy się na tych pierwszych.

Sprytna przekąska, która dobrze smakuje i wygląda. To chyba ostatnie danie z bobem tego lata. Będziemy potrzebować: