Dziś kolejny przepis „zrób to sam w domu”, bo to co domowe, jest smaczne, zdrowe i daje satysfakcję. Po domowej kostce rosołowej, przepisie na jajko na miękko, domowej musztardzie i własnoręcznie przygotowanym sosie słodko-kwaśnym, czas na przepis na domowe frytki.
Przepadam za frytkami, im coś nam bardziej smakuje, tym bardziej jest niezdrowe. Jak połączyć ogień z wodą? Zdrowe i pyszne frytki istnieją, i są całkiem łatwe do samodzielnego przyrządzenia. Przepis na nie jest prosty, jak… frytka. Zatem, do dzieła!

Kimchi (wym. kimci), czyli kiszone warzywa, to przystawka podawana do każdego koreańskiego posiłku. Najpopularniejszym warzywem do kiszenia jest kapusta pekińska, choć można kisić wszystko, np.: ogórki (Oi Kimchi, 오이 김치) lub białą rzepę (Kkakdugi).

Kimchi można spożywać soute, jako dodatek do jedzenia, można je grillować, smażyć z ryżem – Kimchi-bokkeumbaplub na jego bazie robić zupy:

Kimchi Guk

Kimchi Jjigae

Zupa kimchi z grzybami (shimeji, enoki, shitake)

Zupa kimchi z tofu

Zupa kimchi z rzodkiewką i szpinakiem

Poza tym kimchi jest bardzo zdrowe – zostało oficjalnie uznane za jedno z pięciu najzdrowszych dań na świecie.

Pad Thai – makaron z krewetkami, pastą z tamaryndowca i sosem rybnym. Jedno z najsłynniejszych dań kuchni tajskiej. Znaleźć je można w każdej, najbardziej podrzędnej tajskiej restauracji w Polsce. Nieszczęśliwie, podczas wizyty w Tajlandii nie miałem okazji skosztować tego dania. Pechowo, dopadłem pad thai dopiero w naszej Ojczyźnie i były to spotkania bolesne. Gdzie nie trafiałem – tragedia, gdzie nie jadałem – było gorzej i gorzej, porażka goniła porażkę. Lokalni mistrzowie woka i patelni skutecznie odstraszyli mnie od tego dania na wiele tygodni. Prawdziwe nieszczęście, problemy 1. Świata.

Miasto drobnych cwaniaczków, kieszonkowców i aroganckich kelnerów. Nieustannie zatłoczone i głośne, gdzie nawet „tanie” wino potrafi być drogie. To zdanie jest tak samo prawdziwe, jak to, że fiat 500 jest małym i ciasnym samochodem. Jednocześnie o „pięćsetce” można powiedzieć, że jest piękna, co jest prawdą niepodważalną, jak dogmat o nieomylności kolejnych rezydentów Watykanu. Tak samo można opisać Wieczne Miasto. Rzym potrafi zaskakiwać, pozytywnie!

Jeśli miałbym wybrać jedno, jedyne danie – najlepsze – z kuchni wietnamskiej, które mógłbym jeść pasjami, które jest synonimem smaków i zapachów znad zatoki Ha Long, byłby to zwykły, pośledni rosół, wietnamski bulion – zupa pho. Pho jest esencją tamtejszej kuchni, jada się je chętnie przy każdej okazji, jest pozycją obowiązkową – niczym nasz najlepszy niedzielny rosół, spożywany u teściowej.

Wciąż mentalnie siedzimy w kuchni azjatyckiej. I nie zmieniła tego zeszłotygodniowa – udana – wizyta w Rzymie. Wieczne miasto zaskakiwało nas pozytywnie na każdym kroku, mimo falstartu w postaci strajku Lufthansy i krakowskich mgieł. Tam objadaliśmy się  pyszną pizzą na wynos pijąc tanie wino. W Krakowie gotujemy noodles i azjatyckie rosoły. Dziś przepis na japońską zupę miso (miso-shiru).